Podczas gdy Polska odpierała atak Niemiec w 1939 roku, Związek Sowiecki zainicjował niespodziewaną agresję 17 września. Armia Czerwona, działając zdecydowanie i bezlitośnie, aresztowała i uwięziła około 250 tysięcy polskich wojskowych, w tym kilkanaście tysięcy oficerów, którzy stali się jeńcami wojny, która formalnie nie została ogłoszona.

NKWD przejęło kontrolę nad jeńcami od oddziałów liniowych, zgodnie z wcześniej przyjętymi dyrektywami. Jeńcy zostali zgromadzeni w obozach tymczasowych, zlokalizowanych przy końcowych stacjach kolei szerokotorowej, gdzie oficerowie byli selektywnie wydzielani z grupy.

Warunki życia w obozach były zróżnicowane i zależały od lokalizacji oraz od oceny „zagrożenia” jakie danego jeńca stanowili dla reżimu sowieckiego. Zimą 1939-1940 roku relacje świadków, którzy przeżyli, rysują obraz codziennego życia w obozach. Stanisław Swianiewicz opisywał obóz w Kozielsku, Jan Czapski i Bronisław Młynarski dzielili się swoimi doświadczeniami ze Starobielska, a Tadeusz Bliski, Jan Bober, Józef Hlebowicz opowiadali o Ostaszkowie.

Pierwsze miesiące pobytu w obozach były okresem organizacji i adaptacji. Jeńcy, którzy przybyli tam pod koniec września i na początku października 1939 roku, byli zmuszeni do budowy własnych strażnic i zasieków, borykając się z brakiem łączności telegraficznej i oświetlenia. Administracja obozowa z premedytacją dążyła do izolacji oficerów od szeregowców i siania nienawiści między nimi.

Dzięki relacjom ocalałych, a także pamiętnikom tych, którzy zginęli w kwietniu 1940 roku, uzyskujemy wgląd w tragiczne i skomplikowane warunki życia w obozach sowieckich. Generałowie Władysław Anders i Zygmunt Berling również udokumentowali swoje doświadczenia, dzięki czemu dzisiaj możemy lepiej zrozumieć i ocenić okoliczności i skutki tej tragicznej części historii Polski i Związku Sowieckiego.

Plan obozu w Kozielsku sporządzony przez por. rez. inż. Stefana Bierzyńskiego i znaleziony w jego kieszeni podczas ekshumacji w 1943 r.).

Kto ich pilnował?

Odtworzenie dokładnej struktury personelu w obozach jeńców wojennych jest wyzwaniem, zważywszy na brak kompletnych danych. Jednak fragmenty informacji, które udało się zachować, rysują obraz hierarchii i życia w tych ośrodkach.

Na czele obozu stał formalnie komendant, jednak to postać komisarza była dominująca. Odpowiadał on za eliminację wszelkich zachowań uważanych za antysowieckie i miał uprawnienia do kontestowania decyzji komendanta. Realną władzę sprawowała trio: komisarz, naczelnik oddziału specjalnego i inspektorzy ds. Jeńców Wojennych, redukując rolę komendanta do zadan administracyjnych.

Administracja obozu była zorganizowana w oddziały, w tym specjalny, policyjny, ewidencyjny, gospodarczy, finansowy, sanitarny i ochrony wewnętrznej. Zainteresowanie budzi stan i organizacja wartowników oraz struktur ochrony obozowej, które były różne dla ochrony wewnętrznej i zewnętrznej. Zewnętrzne tereny patrolowane były przez samodzielne bataliony NKWD, podczas gdy wewnątrz obozu pracowali strażnicy, zwykle rekrutowani z kołchoźniczego chłopstwa.

Jednym z zauważalnych aspektów była niewystarczająca liczba i słabe wyposażenie strażników. W Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku, strażnicy byli nieliczni w porównaniu do ilości jeńców i często słabo umundurowani, co było zauważalne dla samych jeńców.

Polski rząd we Francji był w fazie reorganizacji, a oficerowie uwięzieni w obozach nie mieli jasnej ścieżki działania. Dla strażników sowieckich, służba w obozie była formą zesłania. Zauważalna była różnica w traktowaniu jeńców między zwykłym personelem a funkcjonariuszami NKWD. Niektórzy strażnicy okazywali ludzkie uczucia, a ich drobne gesty były cenne dla jeńców. Funkcjonariusze NKWD, pełniący funkcje śledcze i administracyjne, byli znani z surowości i pogardy.

Te fragmenty historii, choć niekompletne, pomagają odtworzyć życie w obozach i ukazują złożoną dynamikę między jeńcami a ich strażnikami oraz wewnętrznych struktur obozowych.

Jak ich dzielono i w jakich warunkach spali?

W początkowej fazie internowania, przed ustabilizowaniem się warunków mieszkalnych i adaptacją nowych pomieszczeń, jeńcy doświadczali ekstremalnych warunków. Byli zmuszeni do noclegów na otwartym powietrzu lub bezpośrednio na podłodze. System „szufladkowania”, czyli segregacji jeńców według stopni wojskowych i rang, był już wtedy wdrażany. W Starobielsku, na przykład, Sowieci skutecznie izolowali generałów w oddzielnych ośrodkach, a inni oficerowie byli rozmieszczeni w zależności od ich rang w różnych budynkach.

Obiekty, w których przetrzymywano jeńców, często były starymi budynkami zakonnymi. W Kozielsku, segregacja była nawet bardziej wyrafinowana; jeńcy byli dzieleni na podstawie ich pochodzenia z terenów, które zostały anektowane przez ZSRR lub III Rzeszę. W takim podziale, fizyczne bariery i kordony były ustawione, aby utrzymać separację.

Warunki spania były surowe. Jeńcy spali na wielopiętrowych pryczach, a w pierwszych miesiącach internowania, często nawet na gołych deskach. Komfort poprawił się nieco w grudniu 1939 r., gdy wprowadzono sienniki wypełnione trocinami. W Starobielsku, wybrane osoby były kwaterowane w bardziej komfortowych warunkach – w „pokazowych” pokojach wyposażonych w łóżka z pościelą, krzesła i szafy. Te pomieszczenia były prezentowane wysokim rangą gościom z ZSRR podczas inspekcji obozowych, podczas gdy inne części obozu pozostawały niewidoczne dla ich oczu.

Te wczesne dni internowania ukazują surowość i trudności, z jakimi borykali się jeńcy, a także systematyczne i celowe działania podejmowane przez Sowietów, aby utrzymać kontrolę i segregację wśród uwięzionych. Przez ten czas, życie w obozie było zdominowane przez walkę o przetrwanie i adaptację do ciągle zmieniających się, nieprzewidywalnych i surowych warunków.

Jakie były warunki sanitarne?

Każdy obóz jeniecki miał swoje indywidualne wyzwania, ale wspólnym mianownikiem była ich pochopna organizacja, co skutkowało zaniedbaniami w zakresie podstawowych standardów sanitarnych. Budowa toalet była w trakcie realizacji, brakowało podstawowych środków higienicznych, wody pitnej, a nawet bielizny dla personelu. W obozie w Starobielsku nie wyposażono nawet w łaźnie i pralnie.

W Starobielsku, jeńcy przez długi czas korzystali z publicznych łaźni miejskich, które mogły obsłużyć jedynie ograniczoną liczbę osób dziennie. Podobna sytuacja miała miejsce w Kozielsku. W efekcie, w obozach panowały brud i wszawica. Jan Bober, jeden z jeńców w Ostaszkowie, opisał warunki higieniczne jako rażąco niedostateczne, z wilgocią i brudem panującymi w przeludnionych barakach. Plaga wszy, pluskiew i szczurów dodatkowo pogarszała sytuację.

Brak dostatecznej ilości wody, niewystarczająca pralnia i nieskuteczne środki dezynfekujące sprawiały, że wszawica stała się chronicznym problemem. Zdaniem Bobera, to tylko dzięki interwencji lekarzy i szczepień udało się uniknąć wybuchu epidemii.

Z czasem sytuacja zdrowotna i sanitarne warunki zaczęły się jednak stabilizować, co odnotowywano w oficjalnych raportach. Spadek liczby zachorowań na grypę i choroby układu pokarmowego był zasługą głównie polskich lekarzy, którzy, mimo braku wynagrodzenia, pozostawali oddani swojej przysiędze i kontynuowali opiekę nad chorymi.

Jednak mimo pewnych poprawek, jeńcy nadal byli narażeni na niedożywienie, hipotermię, wyczerpanie fizyczne i psychiczne, a także na ciągłe nękające działania propagandy sowieckiej i brutalne przesłuchania. W Ostaszkowie, gdzie warunki były najtrudniejsze, odnotowano najwyższą śmiertelność – w ciągu pierwszych trzech miesięcy funkcjonowania obozu zmarło 16 osób.

Ta relacja ukazuje surowe i nieludzkie warunki, z jakimi jeńcy musieli się mierzyć, i heroiczne wysiłki lekarzy, którzy, mimo okoliczności, starali się zmniejszyć cierpienie i zminimalizować liczbę ofiar wśród uwięzionych. W takich warunkach, każdy dzień był walką o przetrwanie, a każda poprawa warunków sanitarnych była mile widziana, chociaż daleka od optymalnych.

Jakie były warunki bytowe?

Przeludnienie było wszechobecne we wszystkich obozach. Zanim udało się dostosować miejsca do życia, zbudować dodatkowe kuchnie i zainstalować oświetlenie, jeńcy byli zmuszeni spać na gołej ziemi. Wydawanie jednego ciepłego posiłku dla tysięcy osób mogło trwać nawet do 5 godzin, z powodu braku naczyń kuchennych, ciepłych ubrań i butów. Racje żywnościowe były bardzo zróżnicowane w różnych obozach.

Ostaszków był jednym z najtrudniejszych obozów. Stałym elementem diety była kasza podawana w różnych formach i gęsta zupa z zepsutą rybą. Szeregowcom wydawano 700 gramów chleba, a oficerom 500 gramów. Brakowało warzyw i tłuszczów zwierzęcych. Podczas wojny sowiecko-fińskiej pożywienie pogorszyło się do tego stopnia, że głód stał się powszechny. W sklepiku obozowym, który istniał przez krótki czas, jeńcy mogli kupić trochę wędliny, herbaty, cukru i papierosów, o ile mieli jeszcze ukryte kosztowności, które mogli wymienić.

W Starobielsku, średnia racja żywnościowa składała się z 500-800 gramów chleba, 30 gramów cukru, zupy na obiad i kaszy na śniadanie. Czasami oficerom przydzielano herbatę, tytoń, zapałki i mydło, ale często były one niedostępne. Brak mleka, sera i masła sprawiał, że oficerowie często cierpieli z powodu niedoboru witamin. Mieczysław Welzanta opisywał, jak jedzenie było przynoszone z więziennej kuchni i jak jeńcy otrzymywali miskę i drewnianą łyżkę. Wszystko towarzyszyło uczucie głodu.

W Kozielsku, jak wspomina Andrzej Rieger, przez pierwsze dni panował ścisk. Jeńcy piekli ziemniaki, gotowali proste zupy i robili co mogli, aby przeżyć. Brakowało miejsca do jedzenia, a prycze były zwykle zanieczyszczone piaskiem i błotem z wyższych pięter.

Decyzja Biura Politycznego z 2 października 1939 r. nakazała zapewnienie oficerom „nieco” lepszych racji żywnościowych niż te, które były przeznaczone dla szeregowych. Miały powstać kioski z artykułami spożywczymi i przemysłowymi. To wpisywało się w ogólną politykę zwiększania dystansu między szeregowymi a oficerami. Z czasem warunki bytowe zaczęły się poprawiać, ale nadal były dalekie od optymalnych. W każdym obozie jeńcy musieli radzić sobie z licznymi wyzwaniami, aby przeżyć każdy kolejny dzień.